– Na poważnie? Telefon na przyciski w 2026 roku? — głośno zaśmiała się w całej restauracji, aby wszyscy usłyszeli jej „tryumf”. — Nie mogę! Jesteś po prostu eksponatem w muzeum! Może masz tam też węża?
Maksymilian tylko spokojnie się uśmiechnął.
– Ten telefon ma jedną funkcję, której nie ma w twoim iPhonie, Karina. Nie rozprasza mnie głupotami.
Wpisał kombinację cyfr na przyciskach i przyłożył słuchawkę do ucha.
– Tak, to ja. Potwierdzam zamówienie na zakup tej dzielnicy. Całość, jednym przelewem. Dziękuję.
Karina przewróciła oczami.
– Do kogo dzwonisz, do mamy, żeby cię stąd zabrała? Twoje zamówienie na dzielnicę to co, worek ziemniaków na zimę?
Finał: Złota karta i popioły kariery
Mineło dziesięć minut. Karina wciąż nagrywała relację, wyśmiewając Maksymiliana, który milcząco czytał papierową książkę wyciągniętą z torby. Szampan Karyny zdążył się już ogrzać, ale nie sięgnęła po niego, zbyt zajęta swoim poczuciem wyższości.
Nagle muzyka w restauracji przycichła. W kierunku ich stolika podążył orszak. Na czoło wyszedł menedżer restauracji, mężczyzna, którego Karina widziała tylko na zdjęciach z burmistrzem. Za nim podążało dwóch kelnerów z srebrnymi tacami. Menedżer szedł z pokłonem, który zwykle zarezerwowany jest dla królów.
Karina wyprostowała się, poprawiając włosy. „Pewnie to prezent od jakiegoś tajemniczego wielbiciela, który widział mnie na relacji”, pomyślała.