Kiedy zupa była gotowa, Mariana napełniła miski i zaniosła je do salonu. Dzieci siedziały przy długim stole, wpatrując się w puste talerze. Bez słowa postawiła przed nimi miski i odwróciła się do okna, udając, że podziwia zachód słońca.
Po kilku sekundach usłyszała brzęk. Łyżka delikatnie uderzyła o talerz. Potem o kolejny. Odwróciła się powoli i zobaczyła, jak ostrożnie próbują, jakby próbowali sobie przypomnieć, jak to jest jeść.
Podeszła bez słowa.
„Smaczne?” zapytała delikatnie.
Sofia skinęła głową, nie patrząc na nią. Emil wziął kolejną łyżkę i uśmiechnął się na ułamek sekundy. To był pierwszy znak prawdziwego życia, jaki Mariana dostrzegła w ich oczach.