Bogata siostra z Niemiec chciała sprzedać dom swojej matki, więc przes
Droga skórzana torebka wypadła Almie z rąk i wylądowała prosto w brudnej kałuży na podłodze szopy. Papiery rozsypały się jej z rąk, gdy jej arogancja, okrutna duma i poczucie wyższości roztrzaskały się na tysiąc kawałków pod ciężarem straszliwej, nie do zniesienia prawdy. Kobieta, którą nazywała „ulicznym włóczęgą”, i matka, którą chciała wrzucić do najtańszego domu, były jedynym powodem, dla którego dziś oddychała jako wolna kobieta, a nie gniła w jakimś niemieckim więzieniu czy kanale. Wszystko, co miała, całe jej fałszywe imperium, zostało zbudowane na pęcherzach i zrujnowanym życiu jej rodziny.
Alma wytoczyła się z szopy, jesienny deszcz lał teraz z całej siły, mieszając się z jej łzami. Sąsiedzi, zwabieni wcześniejszym hałasem macoli, stali przy płocie i patrzyli w kompletnym szoku, jak bogata, arogancka „Švabica” w zniszczonym płaszczu za tysiąc euro pada na kolana pośrodku błotnistego podwórka. Krzyk rozdarł niebo, krzyk czystej, nieskażonej skruchy i wstydu, który zmroził krew w żyłach całej wioski. Senada stała na starym drewnianym ganku, oparta o drzwi domu. Jej czerwone, spękane dłonie spoczywały spokojnie skrzyżowane na piersi. W jej spojrzeniu nie było nienawiści ani triumfu. Tylko niekończący się, głęboki smutek i zmęczenie kobiety, która w końcu zrzuciła kajdany ze swojej duszy. Alma, szlochając i krztusząc się błotem, próbowała wyciągnąć rękę do siostry, błagając o przebaczenie, którego nie dało się kupić milionami, ale Senada tylko cicho, bez słowa, zamknęła ciężkie dębowe drzwi, pozostawiając Almę na zawsze z cieniami tego, co nieodwołalnie zniszczyła swoją chciwością.