Przez chwilę nic nie mówiłam. Poczułam ucisk w żołądku, a w piersiach narastało gorzkie ciepło.
Nie chodziło o jogurt, kromkę chleba ani zupę.
Chodziło o moje miejsce w jej życiu.
Tego samego dnia, po tym, jak uspokoiłam dziecko i skończyłam pracę, nie usiadłam przy stole, jak zwykle. Wstałam, wzięłam torbę i wyszłam cicho, nie zwracając na siebie uwagi. Nie chciałam dramatyzować, ale w mojej duszy uśmiechała się mała rana, która robiła się coraz większa.
W drodze, w autobusie, wyjrzałam przez okno i miałam wrażenie, jakbym widziała inne miasto. Jakbym nie miała dokąd pójść.