Policjant mówił coś jeszcze, ale prawie go nie słyszałam. Cały świat skurczył się do jednego obrazu: w naszym domu śpi obce dziecko, łudząco podobne do mojego syna. — Muszę go zobaczyć — powiedziałam nagle, zaskakując samą siebie. Głos mi drżał, ale w środku pojawiło się coś twardego, nieustępliwego. — Nie odjadę stąd, dopóki nie zrozumiem, co się dzieje. Funkcjonariusz spojrzał na mnie uważnie, potem na Filipa. — Dobrze. Ale będzie pani szła obok mnie. I jeśli powiem „stop” — zatrzyma się pani.
Czasem strach nie przychodzi z hałasem — wkrada się cicho, niemal uprzejmie.