„Czy mogę zaśpiewać za talerz jedzenia?”

„Amalia…” wyszeptała.

„A kto cię nauczył tak śpiewać?”

„Mamo. Śpiewała mi, kiedy byłam mała. Słuchałam jej i… potem też zaczęłam śpiewać, z pamięci”.

Po sali przeszedł szmer. Niektórzy ocierali oczy. Mężczyzna w drogim garniturze wyjął portfel, ale pan Carter uniósł rękę. „Nie ma pieniędzy. Nie teraz. Zaproponujmy jej coś lepszego”.

Zwrócił się do Amalii.

„Chciałabyś pójść do szkoły muzycznej?”

Amalia spojrzała na niego, nie rozumiejąc. Jej oczy napełniły się łzami.

„Ja… nie mam gdzie mieszkać…”
„Od dzisiaj będziesz miała”.

Jego słowa potoczyły się po sali niczym obietnica. Ktoś zaklaskał. Potem ktoś inny. I po chwili wszyscy wstali