Rozpoczęły się miesiące przygotowań. Weronika uwielbiała być blisko brzucha mamy i opowiadać jej zmyślone historie. Diana patrzyła na nią z głębokim wzruszeniem, myśląc o tym, jak szybko rosną dzieci i jak bardzo zmienia się życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Pewnego wieczoru, gdy Matei przyjechał późno, zmęczony i pokryty kurzem, oboje usiedli na małym balkonie, patrząc na światła miasta. Diana powiedziała do niego cicho:
— Matei… Trochę się boję.
Przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.
— Wiem. Ja też tak miałam, kiedy pierwszy raz jechałam na misję. Ale wtedy powiedziałam sobie, że jeśli nie mam odwagi dla siebie, muszę mieć odwagę dla ciebie. I tak będzie teraz. Nie jesteś sama.
Jego słowa, proste i szczere, uspokoiły ją bardziej, niż mogła sobie wyobrazić.
Czas mijał, a brzuch Diany pięknie rósł. Wszyscy sąsiedzi z bloku pomagali jej, jak tylko mogli: jeden przynosił jej słoiki z kompotem, drugi warzywa z ogródka, jeszcze inny miękki materac, „bo to lepiej dla jej pleców”. Byli to zwykli, serdeczni ludzie, którzy wiedzieli, co znaczy życie w wojsku – życie pełne wyrzeczeń, ale z dużą dozą człowieczeństwa.