Do mojej piekarni wszedł głodny chłopiec i poprosił o czerstwe bułki.

Przełknęłam ślinę, zaciskając palce na uchwycie koszyka.

„Nie wiedziałam, czego się spodziewać” – powiedziała. „Ale Marco powiedział mi, że byłaś delikatna i że go słuchałaś… że nigdy nie traktowałaś go jak problemu”.

Powoli skinąłem głową, niepewny, co powiedzieć.

„Masz dzieci, Lily?”

Pokręciłem głową.

Jego głos złagodniał, lecz słowa pozostały niezmienne.

„W takim razie proszę, weź mnie. Weź go pod swoje skrzydła, Lily. Będzie potrzebował kogoś, i to wkrótce”.

Nie mogłem mówić. Stałem obok niej, kiedy wyciągnęła do mnie rękę.