Do mojej piekarni wszedł głodny chłopiec i poprosił o czerstwe bułki.

„Tak” – zgodził się. „Mama powiedziała, że ​​to prawda. Pomogłeś nam i chce ci podziękować”.

Tego wieczoru zamknęłam wcześniej, spakowałam koszyk świeżych ciast, bułek i termos zupy krem, którą ugotowałam poprzedniego wieczoru, i poszłam za nim przez ciemniejące ulice. Mijaliśmy zamknięte witryny sklepowe i ciche okna, docierając do części miasta, gdzie budynki były wygięte pod wpływem upływu czasu.

Jego blok mieszkalny był zaniedbany, cegły były popękane, a na ścianach unosił się delikatny zapach wilgoci.

Zaprowadził mnie wąskimi schodami do małego pokoju, który wyglądał bardziej jak wspomnienie niż dom. Pod tylną ścianą stało pojedyncze łóżko, obok obtłuczonej komody i buczącego grzejnika elektrycznego.

Kobieta leżała pod cienkim kocem, jej twarz była blada, ale oczy czujne.

„Mamo, to jest Lily” – oznajmił, gdy weszliśmy.

„Jestem Miranda” – powiedziała cicho, a jej głos był szorstki. „Marco, poczekaj chwilę na zewnątrz. Panie muszą porozmawiać”.

Marco spojrzał na nią, potem na mnie. Skinął głową i wyszedł na korytarz. Kiedy wyszedł, Miranda spojrzała mi prosto w oczy, czyste, spokojne i bez śladu powierzchownej rozmowy.

„Umieram” – powiedziała szybko. „Czwarty etap, Lily. Próbowałam wszystkiego i nic nie działało”.