"Wierzę ci, Lily."
Do mojej piekarni wszedł głodny chłopiec i poprosił o czerstwe bułki.
Marco znowu poszedł do szkoły. Pamiętam, jaki był podekscytowany tego pierwszego poranka. Ściskał paski plecaka, jakby były liną ratunkową.
„A co jeśli zapytają o mamę?” – wyszeptał.
„A potem powiedz im, że walczy, żeby zachować siły” – powiedziałem. „I powiedz im, że ciocia Angel robi najlepsze kanapki w mieście”.
[Lunchpacki w kolorowych pojemnikach]
To go rozśmieszyło. Ciotka Angel to przezwisko, które wymyślił dla mnie pewnej nocy, kiedy miał problemy z zasypianiem.
Marco znalazł przyjaciół, prawdziwych przyjaciół. Przyniósł do domu rysunki piekarni, pełne figurek z podpisami „Ciocia Angel i ja”.
Popłakałam się, gdy pierwszy raz zobaczyłam je przyklejone do ściany piekarni, tuż obok dań dnia. W pewnym momencie mojego życia byłam przekonana, że chcę mieć dzieci, ale to się nie udawało.
Kiedy Marco pojawił się w moim życiu, wszystko się zmieniło.