Dami r roześmiał się, zerknąwszy jej przez ramię.
— Kłamczucha. Przecież wczoraj spaliłaś ciasto.
Dami r roześmiał się, zerknąwszy jej przez ramię.
— Kłamczucha. Przecież wczoraj spaliłaś ciasto.
— Nic nie szkodzi, nauczę się. Mam teraz czas.
Ujął jej dłoń — ciepłą, szorstką od pracy — i pocałował w kostki palców. Za oknem padał śnieg. Lew na tylnym siedzeniu opowiadał coś o szkolnym robocie. Dami r prowadził spokojnie, bez pośpiechu.
A Irina patrzyła przed siebie i myślała, że osobny budżet wcale nie dotyczy pieniędzy. Chodzi o to, jak dzielisz życie. Na pół — albo każdy sam za siebie.
Ona wybrała wspólnie. I ani razu tego nie żałowała.