Elena nigdy nie przypuszczała, że posługiwanie się językiem migowym
Nagle główne drzwi otworzyły się. Maître d’ ogłosił: „Pan Julián Valdés i pani Carmen Valdés”. Julián był legendą biznesu, ale uwagę Eleny przykuła jego matka. Carmen miała srebrne włosy i elegancką suknię, lecz w jej oczach czaiła się pustka, którą Elena znała aż nazbyt dobrze: samotność kogoś, kto żyje w ciszy.
Pani Herrera osobiście zaprowadziła ich do stolika, rozkazując Elenie: „Obsługuj ich. Jeden błąd i lądujesz na ulicy”. Elena podeszła z uśmiechem. Julián zamówił whiskey, a potem zwrócił się do matki: „Mamo, chcesz białe wino?”. Carmen patrzyła przez okno, nie reagując. Julián dotknął jej ramienia, powtórzył pytanie, ale matka nadal trwała w swoim świecie. „Po prostu przynieś Chardonnay” – rzucił z frustracją do Eleny.
Elena poczuła ucisk w sercu. Widziała to codziennie u Sofíi – moment, gdy bliscy, mimo dobrych chęci, traktują osobę niesłyszącą jak przedmiot, o którym decyduje się ponad jej głową. Zamiast odejść, Elena odstawiła tacę, stanęła bezpośrednio w polu widzenia Carmen i delikatnie uniosła dłonie.