Livia siedziała obok niego.
Uśmiechał się.
Uśmiech, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Nie nieśmiały. Nieskrępowany. Ale szeroki, spokojny, jak u kogoś, kto czuje się bezpiecznie.
Mihai trzymał ją za rękę z naturalnością, która uderzyła mnie mocniej niż jakakolwiek zniewaga.
Nie był bogaty. Miał prosty garnitur, lekko znoszone buty. Ale jego postawa… była wyprostowana. Jego spojrzenie było spokojne. Nie spuścił wzroku.
Wtedy zrozumiałem.
Mihai zawsze taki był. Uczciwy. Pracowity. Nie udający nikogo innego, niż był.
Podczas gdy ja goniłem za tytułami, samochodami i uznaniem, on zbudował coś o wiele trudniejszego: szacunek.
Przypomniałem sobie dawny wieczór, ze studiów, kiedy Mihai powiedział mi: