…i to okrutne słowo było ostatnią kroplą, która nie dawała spać Marii, nowej gospodyni.
Siedziała w swoim małym pokoju na poddaszu i myślała o tym chłopcu o wielkich, smutnych oczach, który wcale nie wydawał się agresywny, tylko zagubiony.
Następnego dnia Maria postanowiła nie pracować jak wszyscy.
Zaczęła go naprawdę obserwować.
Czym się bawił, co go martwiło, jak się poruszał.
I, co najważniejsze, jakie znaki powtarzał.
Leo dotykał swojego ucha, a potem patrzył jej prosto w oczy, jakby chciał powiedzieć coś, czego nie mógł.