Historia trwa dalej

Szli powoli ścieżką. Mark zdjął swój gruby płaszcz i narzucił go chłopcu na ramiona. Tomi nie odsunął się, tylko mocniej ścisnął materiał palcami, jakby bał się, że zniknie.

W leśniczówce unosił się zapach dymu i suszonych ziół. Márk posadził chłopca na ławce, nalał mu gorącej herbaty i posmarował kromkę chleba miodem. Tomi jadł w milczeniu. Małymi kęsami, zdyscyplinowany, jakby bał się, że jeśli zje za dużo, ktoś mu coś powie.

Kiedy chłopiec pił, Mark ponownie wyjął notatkę. Tym razem przeczytał ją nie tylko oczami, ale każdym włóknem nerwowym.

„Jeśli to czytasz, a mój syn nadal tam jest, to znaczy, że coś mi się stało. Proszę, nie zabieraj go z powrotem do domu. Jego ojciec nie żyje. Jego wujek jest niebezpieczny. Próbowałam zabrać Tommy'ego, ale mi nie pozwolili. Nie wiem, ile mam czasu. Jeśli nie wrócę, znajdź mu bezpieczne miejsce. To dobry chłopak. Wybacz mi.”

Nie było podpisu. Tylko plama atramentu w rogu, jakby ręka pisarza zadrżała w ostatniej chwili.