Instynkt silniejszy niż prawo: Ostatni wartownik
I. Atak, który nie miał sensu
Max nie tylko szczekał. On wył z rozpaczy, rzucając się w stronę brzucha Sofii z furią, która zmroziła krew w żyłach gapiów. Policjanci, Marcus i Elias, którzy pracowali z Maxem od lat, byli zszokowani. Nigdy nie widzieli, by ich pies zaatakował kobietę w ciąży.
— Spokojnie, Max! Zostaw! — krzyczał Marcus, próbując odciągnąć zwierzę, ale owczarek zapierał się łapami, drapiąc posadzkę, jakby pod marmurem ukryta była bomba.
Sofia, drżąc ze strachu i wycieńczenia, osunęła się na krzesło w prywatnym pokoju przesłuchań.
— Proszę, muszę lecieć... moja mama... — szlochała, chowając twarz w dłoniach.
Elias, starszy z funkcjonariuszy, przykucnął przy niej. Był doświadczonym policjantem, ale widział w oczach Maxa coś, czego nie potrafił zignorować. Max nie patrzył na Sofię jak na przestępcę. Patrzył na nią tak, jak pies patrzy na swojego pana uwięzionego w płonącym domu.