— Czy… czy uciekłaś w ciąży?
— Uciekłam, żeby ich chronić. I żeby chronić siebie. A teraz przyszłam ci powiedzieć jedną bardzo prostą rzecz: już nigdy nie wejdziesz w nasze życie.
Zrobił krok naprzód, ale ona uniosła rękę, powstrzymując go.
— Nie przyszłam po pieniądze. Nie przyszłam cię o nic prosić. Przyszłam tylko po to, żebyś zobaczył, co straciłeś. I żebyś nie odważył się znowu nas szukać.
Mężczyzna próbował znaleźć słowa, ale Andreea nie dawała mu więcej czasu.
— Siedem lat temu powiedziałeś mi, że jesteś gotów oddać dziecko dla własnego dobra. Nie poddałam się. A to, co tu widzisz — dwoje dobrych, zdrowych, czystych dzieci — jest owocem mojej miłości, a nie twojej niefrasobliwości.
Po czym zwróciła się do chłopców.
— Chodźmy.
Bliźniaki trzymały ją za ręce, a Andreea ruszyła w stronę ulicy, nie oglądając się za siebie. Za nią mężczyzna stał jak sparaliżowany, niezdolny wykrztusić słowa.