— Przed domem. Wyjdź na zewnątrz.
To nie był rozkaz. To było zaproszenie. Ale wiedział, że nie będzie miał odwagi odmówić. Ciekawość, ego, strach — wszystko to go przytłoczy.
I tak właśnie było.
Brama cicho zaskrzypiała, a w progu pojawił się mężczyzna, nienagannie ubrany, z tym zimnym spojrzeniem, które znał aż za dobrze. Ale kiedy jego wzrok zatrzymał się na bliźniakach, jego twarz się zmieniła. Zbladł, a potem nagle poczerwieniał.
— Co… co to jest?
Andreea uniosła brodę.
— To twoje dzieci.
Cătălin i Radu instynktownie schowali się za nią, czując napięcie w powietrzu. Mężczyzna wyglądał, jakby ktoś wyrwał mu podłogę spod stóp.