— Chodźmy.
Bliźniaki trzymały ją za ręce, a Andreea ruszyła w stronę ulicy, nie oglądając się za siebie. Za nią mężczyzna stał jak sparaliżowany, niezdolny wykrztusić słowa.
Po raz pierwszy przeszłość już jej nie powstrzymywała.
Po raz pierwszy była naprawdę wolna.
I podczas gdy chłopcy śmiali się i przeskakiwali przez kałuże, Andreea coś sobie uświadomiła: siła matki nie pochodzi z zemsty… ale z odwagi, by iść naprzód, bez względu na wszystko.
I w końcu ruszyła do przodu.