„Jeśli sprzedasz mi te czekoladki po niemiecku, dam ci 100 000 zł”

Jej głos się zmienił. Nie był to już głos dziecka proszącego o pomoc. Był czysty, pewny, z poprawnym, wyćwiczonym akcentem.

— Guten Abend, meine Damen und Herren…

Po pierwszym zdaniu śmiech ucichł.

— Te czekoladki są w domu. Moja matka poleciła mi jedną porę z wielkim bólem serca…

Hans wyprostował się na krześle. Jej oczy rozszerzyły się.

— Nie sprzedajemy ich dla zabawy, tylko po to, żeby zapłacić czynsz i pójść do szkoły…

Nikt w pobliżu nie oddychał. Dziewczynka kontynuowała, płynnie, bez zająknięć. Mówiła o pracy, o godności, o nadziei. Nie jak z podręcznika, ale jak z życia.

— Jeśli kupujesz czekoladę, nie kupujesz po prostu czekolady. Kupujesz mały kawałek nadziei.