Jeśli sprzedasz mi te czekoladki po niemiecku, dam ci sto tysięcy

Radosław wyjął telefon, wyraźnie poruszony. Przelał pieniądze bez słowa.

— Weź je — mruknął.

Dziewczynka kiwnęła głową.

— Dziękuję. Ale nie mogę tyle wziąć.

— Oczywiście, że możesz — wtrącił Hans. — Zasługujesz na to.

Dziewczynka uśmiechnęła się po raz pierwszy.

— W takim razie kupię książki. I przyjdę jutro znowu, żeby sprzedawać czekoladki.

Odeszła powoli, z wyprostowanymi plecami.

Przy stole nikt nie miał już ochoty na żarty.

A Radosław Kowalski po raz pierwszy od wielu lat pozostał z gorzkim smakiem, którego nie mógł zmyć najdroższy nawet trunek.

Bo tego wieczoru dziewczynka sprzedała mu więcej niż czekoladę.

Sprzedała mu lekcję.