Kiedy urodziłam córkę, spodziewałam się, że najtrudniejszą częścią mojego nowego życia będą nieprzespane noce i niekończące się zmiany pieluch. Zamiast tego, prawdziwy szok nadszedł, gdy mój dziadek Edward wszedł do mojej szpitalnej sali. Przyniósł kwiaty, ciepły uśmiech i pytanie, które niemal zamarło mi w piersiach.
„Moja droga Claire” – powiedziała delikatnie, odgarniając mi włosy do tyłu, tak jak robiła to, gdy byłam dzieckiem – „czy te 250 000, które wysyłałam ci co miesiąc, nie wystarczyło? Nigdy nie powinnaś była się bez nich obejść. Powiedziałam twojej mamie, żeby dopilnowała, żeby ci to dotarło”.
Wpatrywałem się w niego kompletnie zdezorientowany. „Dziadku… jakie pieniądze? Nic nie dostałem”.