Spojrzałam na każdego z nich powoli, pozwalając ciszy rozciągnąć się, aż zaczęła uciskać ich gardła. Nikt nie potrafił dłużej ich spotkać wzrokiem.
Potem się uśmiechnęłam. Nie z goryczą. Nie histerycznie. Po prostu spokojnie, jakby zaproponowali przestawienie mebli, a nie całego mojego życia.
„Masz rację,” powiedziałam cicho. „Coś, co się wydarzyło, się nie zmieni.”
Ulga błysnęła na twarzy Dereka zbyt szybko. Spodziewał się łez, może krzyków. Przygotował się na złość, nie na zgodę.
Cynthia wyprostowała się w swoim fotelu. „Więc będziesz współpracować?”
„Oczywiście,” odpowiedziałam. „Wierzę w pokój.”
Słowo pokój teraz smakowało inaczej. Nie oznaczało już łykania upokorzenia. Oznaczało strategię.
Nikt nie zauważył, że moje ręce były idealnie spokojne.
Derek odchrząknął. „Możemy szybko załatwić sprawy papierkowe. Nie ma potrzeby przedłużać.”
„Zgadzam się,” powiedziałam. „Efektywność jest ważna.”
Moja szwagierka uśmiechnęła się, jakby właśnie rozwiązała drobną niedogodność. Kobieta w ciąży zrelaksowała się, jej palce zmiękły na krzywiźnie brzuszka.
Myśleli, że bitwa zakończyła się, zanim na dobre się rozpoczęła.