Maria zbladła. Andriej próbował coś powiedzieć, ale nic nie wydobył z siebie.
„Wynoś się z mojego domu” – powiedziałam spokojnie. „Teraz”.
„Ano, mogę ci wyjaśnić…” – wyjąkał.
„Nie. Już wystarczająco dużo wyjaśniłaś”.
Wyszli, nie oglądając się za siebie.
Ślub został odwołany. Pojawiły się plotki. Pojawiły się pytania. Ale prawdy, raz wypowiedzianej, nie da się zamieść pod dywan.
Dzisiaj moje mieszkanie nadal należy do mnie. Moje życie nadal należy do mnie. I za każdym razem, gdy myślę o tych ślubnych butach, uśmiecham się.
Nie dlatego, że przegapiłam ślub.
Ale dlatego, że uratowałam sobie życie.