— A potem… za kogo… wyszłam? — wyszeptała.
— Marian, jego kolega z pracy. Ten, który marzy o wygranej w loterii i wzbogaceniu się z dnia na dzień.
Andreea wybuchnęła płaczem, głośnym, chaotycznym płaczem, pełnym rozpaczy, nie miłości. Ona nawet nikogo nie kochała. Kochała tylko zdjęcie na telefonie.
Podeszłam bliżej i położyłam jej rękę na ramieniu.
— Nigdy nie życzyłam ci źle. Ale to, co zrobiłaś… to nie jest miłość. Goni za etykietą, zdjęciem, lajkami.
Uniosła czerwoną, mokrą od łez twarz.
— A ty? Co teraz zrobisz?
Uśmiechnęłam się szeroko, szczerzej niż kiedykolwiek.