Rozmowa w ogrodzie
Nie zamierzałam się wtrącać. Nigdy tego nie robię. Ale coś w jego widoku – mały w ogrodzie, otoczony domem, który był za duży na jego samotność – sprawiło, że nie mogłam po prostu odejść.
„Walter, wszystko w porządku?” zapytałam, zachowując odstęp.
Powoli spojrzał w górę, oczy miał zaczerwienione, a jego głos był cienki.
„Oni chcą odebrać mi mój dom,” powiedział. „Moje siostrzenice i siostrzeńcy chcą, żebym się wyprowadził, żeby mogli go sprzedać.”
Słuchałam, jak tłumaczy, że już rozmawiali z prawnikami, używali słów takich jak „trochę” i „bezpieczeństwo”, podczas gdy otwarcie rozmawiali o własności.
Coś nierozważnego wymknęło mi się, zanim mogłam pomyśleć rozsądnie.
„A co, gdybyśmy wzięli ślub?”
Patrzył na mnie, jakbym mówiła w innym języku.
„Oszalałaś,” powiedział w końcu.
Zaśmiałam się, częściowo z nerwowości, częściowo dlatego, że brzmiało to naprawdę absurdalnie.