„Mam nadzieję, że dobrze” – powiedziałam z uśmiechem. Nie czułam nienawiści, tylko stare zmęczenie, po którym pozostała jakaś czysta cisza.
W ciągu następnych kilku tygodni zaczęłam przeglądać rzeczy. Pudła pełne papierów, faktur, zdjęć. Pozwoliłam, by każde wspomnienie opowiedziało swoją historię. Niektóre wywołały uśmiech, inne bolały. Ale przestałam płakać.
W szufladzie znalazłam stary list od Haralambiego. Brzmiał: „Nigdy nie zapominaj, że dobroć nie jest słabością. Dobre serce potrafi wybaczyć, ale ma też prawo się bronić”. Odchyliłam się na krześle i uśmiechnęłam. Jakby był tam, zaledwie kilka kroków ode mnie.