Kopała w suchej ziemi bez nadziei — aż odkryła wodę i odmieniła los swój oraz całej wioski

Uderzyła raz jeszcze.

Ziemia nagle się zapadła, a z głębi trysnęła zimna, czysta woda — jak oddech wstrzymywany przez lata. Maria upadła na kolana, przemoczyła suknię, lecz zupełnie jej to nie obchodziło.

Woda.

Prawdziwa woda.

Nie brudna kałuża. Nie błoto. Żyła życia, ukryta pod warstwami suszy i zapomnienia.

Zaczęła płakać bezgłośnie, z czołem przyciśniętym do ziemi, która jeszcze niedawno ją odrzucała. Woda przepływała między jej palcami, a łzy mieszały się z nią, jakby cały ciężar minionych lat zmywał się w tej jednej chwili.

Ana przybiegła pierwsza.