“Kto by na ciebie spojrzał, kurczaku?”

Słowo „moimi” unosiło się między nimi jak policzek.

— Od kiedy masz pieniądze? — wymusił śmiech.

Ana wstała.

— Od kiedy przestałam wrzucać je w dziury bez dna.

Mihai zamarł.

Kilka dni później Ana zrobiła coś, co po cichu planowała. Poszła do notariusza. Potem do banku. Potem do prawnika, którego poleciła jej stara przyjaciółka, z którą odnowiła kontakt.

Wszystko było jasne.

Wszystko było udokumentowane.

Wieczorem, kiedy położył teczkę na jej stole, Mihai się roześmiał.

— Co to jest? Rachunki? No dalej, kurczaczku, nie zanudzaj mnie.

Ana spojrzała mu prosto w oczy.

— Rozwód.

Jej śmiech ucichł.