Na początku nie zabrał się za remont. Po prostu umył podłogi, otworzył okna i wyjął stary materac. Ten. Ostrożnie położył go obok pojemników, jakby się z nim żegnał.
Rozbudował swój warsztat. Kupił dobre narzędzia. Podejmował się trudniejszych, poważniejszych zleceń. Praca ruszyła. Ludzie przychodzili – ze względu na jego ręce, ze względu na jego uczciwość i ze względu na ten dziwny zapach: drewna i wosku.
A czasami, późno w nocy, wyjmował list od babci i jeszcze raz czytał ostatnie linijki.
Teraz wiedział: najcenniejsze dziedzictwo nie zawsze jest na widoku. Czasami jest ukryte tak głęboko, że tylko ci, którzy wiedzą, jak o nie naprawdę zadbać, mogą je odnaleźć.