Lina długo siedziała na podłodze, nie mogąc się ruszyć. Jej palce drżały tak bardzo, że ledwo mogła całkowicie rozpakować paczkę. Materiał był gruby, stary, ale czysty – ani jednej szmaty, ani kawałka wyrzuconego przypadkiem. Ktoś starannie go owinął, wygładzając zagniecenia, jakby skrywał nie przedmiot, a sekret, który za wszelką cenę chcieli zachować.
W środku znajdowało się małe metalowe pudełko, poczerniałe od upływu czasu. Zamek był prosty, niczym szczególnym się nie wyróżniał, ale trzymał mocno. Obok leżała cienka koperta z pożółkłego papieru, ze znajomym, boleśnie znajomym pismem:
„Za Linę. Jeśli znów mnie nie posłuchają”.