Mała dziewczynka płakała i błagała: „Mamo, jest za gorąco!”. Nagle

Ponownie rozległ się dźwięk kajdanek, kroki uderzyły o marmurową posadzkę, gdy wyprowadzano oskarżonych. Sofia po raz pierwszy zauważyła, że ​​w ich oczach nie malował się już czysty strach. Zamiast tego pojawił się nikły promyk wyzwolenia, jakby dusząca ciemność w ich sercach pękła, odsłaniając wąski promyk światła.

Ricardo siedział obok córki, czując ciężar na piersi, ale jego serce waliło. Wiedział, że to nie koniec, ale przynajmniej maska ​​została zerwana na oczach wszystkich. Mimo to, gdy Sofia spuściła głowę, ściskając palcami rąbek sukienki, zastanawiał się w duchu: „Czy strach we mnie naprawdę zniknie? Czy pozostanie na zawsze, czekając na powrót ciemności?”.

Drzwi do prywatnego pokoju zamknęły się za nimi, a hałas z korytarza sądu ucichł. Ricardo przysunął krzesło do małej sofy i delikatnie osuszył twarz Sofii chusteczką. Jej włosy, wilgotne od łez, przykleiły się do skroni. Ostrożnie odgarnął każdy kosmyk, poruszając się powoli, jakby bał się zrobić jej krzywdę.

Wziął głęboki oddech, żeby uspokoić drżący głos. Potem przemówił wyraźnie, choć jego głos był ochrypły. „Przepraszam, powinienem był tu być dawno temu”. Sofia spojrzała na buty ojca, a potem na drżącą dłoń, która gładziła jej włosy. Przełknęła ślinę, starając się mówić spokojnie, ale jej głos załamał się. „Znowu mnie zostawisz?” Ricardo przycisnął jej drobną dłoń do swojej piersi, żeby mogła poczuć bicie jego serca.

Przyciągnął ją bliżej i objął. „Nigdy. Jesteś najcenniejszym, co mam. Nieważne, co się stanie, zawsze tu będę”. Drzwi ponownie się otworzyły. Weszła młoda kobieta w ciemnym garniturze, z identyfikatorem z napisem „Obrońca Ofiar”. Przedstawiła się krótko. „Mam na imię Maya. Jestem Rzecznikiem Ofiar Sądu”.

Mogę zorganizować dla niej wstępne wsparcie psychologiczne, a także w razie potrzeby zapewnić infolinię. Ricardo podziękował, poprosił o materiały, a następnie dał do zrozumienia, że ​​chce spędzić trochę czasu z córką sam na sam. Maya zrozumiała, zostawiła teczkę z broszurami i cicho wymknęła się. Sofia przetarła oczy, jej głos był cichy. „Boję się, że w nocy będę miała koszmary”. Ricardo skinął głową. „Jeśli się przestraszysz, zadzwonimy albo będę ci czytał, aż zaśniesz”.

W kolejnych dniach Ricardo uczył się ojcostwa, jakby na nowo uczył się zapomnianego języka. Budził się przed dźwiękiem budzika i tostował chleb. Sam kładł na stole masło orzechowe i dżem truskawkowy i pytał córkę, który woli. Sofia przez chwilę patrzyła na talerz, a potem odezwała się cicho.