Jej maleńkie paluszki zacisnęły się tak mocno na krześle, że zbielały. Zmusiła się, by spojrzeć na Elenę, błagając bezgłośnie o wybaczenie, choć w głębi duszy wiedziała, że nigdy go nie otrzyma. Elena pochyliła się bliżej, szepcząc tak, by tylko Sofia mogła ją usłyszeć: „Ty mały łobuzie, zawsze mnie upokarzasz przed wszystkimi”.
Bez słowa odwrócił się, chwycił parującą miskę zupy dyniowej ze stołu biesiadnego i nagle rzucił ją prosto na głowę Sofii. Rozległ się brzęk metalowej łyżki, gdy uderzyła o podłogę. Gorąca zupa rozlała się po pasmach jej miękkich, złocistobrązowych włosów, mocząc kołnierzyk sukienki i spływając po drobnych ramionach.
Ricardo uwielbia swoją nową żonę. Kto by się śmiał wtrącać? Clara wybuchnęła śmiechem, wskazując prosto na Sofíę. Boże, ta dziewczyna to prawdziwa klątwa rodziny Valdivia. Marcos dodał: „Wygląda na to, że tę rodzinę czeka nieszczęście, bo trzymają pod dachem niepełnosprawne dziecko”.
Szyderczy śmiech mieszał się z cichym szlochem Sofii. Próbowała otrzeć spływającą po twarzy zupę drżącymi rączkami, ale tylko rozlała ją dalej, pogarszając sytuację. Elena stała wyprostowana, z niesłabnącym uwodzicielskim uśmiechem, jakby to, co właśnie zrobiła, było jedynie środkiem dyscyplinarnym.