Kilka miesięcy później siedziałam w jasnym biurze w Warszawie, z gorącą kawą w dłoni. Firma działała lepiej niż kiedykolwiek. Pracownicy mnie szanowali. Po raz pierwszy czułam, że żyję dla siebie.
Usłyszałam, że chłopcy sprzedali dom. Pieniądze szybko przepadły. Kłótnie, procesy, długi. Krew nie zastąpi charakteru.
Pewnego wieczoru włożyłam mały klucz do szuflady. Nie potrzebowałam go już.
Gra się skończyła. I w końcu wygrałem.