Radu zrobił krok do środka, a podłoga zdawała się wibrować pod ciężarem jego gniewu. Maria instynktownie próbowała wstać, ale on po chwili był już przy niej i położył jej rękę na ramieniu.
— Mamo, nie ruszaj się… proszę… — jego głos się załamał, coś, co nigdy mu się nie przytrafiało.
Bliźniaki kurczowo trzymały się szalików, płacząc ze strachu. Radu wziął je ostrożnie, czując, jak drżą mu ręce. Potem zwrócił się do Carmen.
Jego spojrzenie nie było już spojrzeniem mężczyzny. Spojrzeniem ojca. Syna. Kogoś, kto właśnie odkrył zdradę, która pozbawiła go nóg.
— Wyjaśnij. Teraz.