Mąż pojechał na ryby, ale pies odmówił wyjścia z samochodu — wtedy wszystko zrozumiałam.

Dziwny zapach
Emma, stojąca na progu, poczuła, jak po plecach przebiegł zimny dreszcz. Znała Buddy’ego jak samą siebie. Psy nie kłamią. Jeśli Buddy bał się auta Marka, to znaczy, że coś w tym aucie było, co Marek nie chciał pokazać Emmie.

— Marek, zostaw go. Jeśli nie chce, niech zostanie ze mną, — spokojnie powiedziała Emma.

Marek spojrzał na żonę, a jego wzrok był nerwowy, pełen poczucia winy.
— Pewnie po prostu za dużo czasu spędził na słońcu. Dobra, jadę. Do wieczora! — wskoczył do auta i ruszył, nawet nie całując Emmy.

Emma podeszła do miejsca, gdzie stał SUV. Na asfalcie, tuż pod bagażnikiem, gdzie Marek wkładał „sprzęt”, było małe plamki. To nie była woda. To był gęsty, słodki zapach perfum „Chanel №5”. Ten zapach był zbyt znajomy dla Emmy. Tymi perfumami posługiwała się jej najlepsza przyjaciółka Klara, która tydzień temu wyjechała „na leczenie nerwów” w Alpy, do ich rodzinnego domku letniskowego.

Zimny racjonalizm
Emma nie była w stanie płakać. W jej żyłach nagle popłynęła lodowata woda. Przed ślubem była głównym audytorem finansowym w Monachium. Przywykła do pracy z liczbami, a nie emocjami. I teraz liczby się nie zgadzały. Wędki, perfumy, przestraszony pies i domek w Alpach.