W środku świat wibrował z podniecenia. Ludzie robili zdjęcia, bili brawo. Na scenie Dan mówił o tym, jak „życie uczy podnosić się po każdym ciosie”. Publiczność dopingowała go. Elena, siedząca w ostatnim rzędzie, czuła, jak szybko bije jej serce, ale jej twarz pozostała spokojna.
Po zakończeniu przemówienia podeszła prosto do niego. Ich oczy się spotkały i Dan zamarł. Przez chwilę nie wiedział, czy śni, czy jest na jawie.
„Eleno…” powiedział zagubiony.
„Tak. To ja. A to twoje dzieci.”
Świat wokół niego ucichł. Dziennikarze obrócili kamery, a w pomieszczeniu rozległy się szepty. Dan próbował się uśmiechnąć, ale głos mu drżał.
„Ja… ja nie wiedziałem…”
„Nawet cię to nie interesowało” – przerwała spokojnie. „Ale nie jestem tu po to, żeby cię o cokolwiek prosić. Chcę tylko, żebyś zobaczył, co straciłeś.”