Wtedy, z głębi burzy, rozległo się krótkie, przenikliwe wycie. Ioan drgnął – rozpoznał je. To były wilki.
W ślad za nimi podążało słabe światło dwóch postaci. Młodych mężczyzn. Wychodzili z lasu, wspierani niczym cień znikający w śniegu. Obok nich, na śladach w śniegu, wyraźnie widać było duże ślady… i wilcze tropy.
— Znaleźli nas! krzyknął jeden z chłopców. Znaleźli nas i zaprowadzili blisko wioski! Były cztery wilki, otoczyły nas i popchnęły we właściwym kierunku!
Kiedy ludzie spojrzeli w ciemność, na chwilę zobaczyli dwie pary błyszczących oczu. Potem zniknęły, znikając w mroku nocy.
Wioskę ogarnęła cisza. Tym razem nie ze strachu. Ale ze zdumienia.
Od tego dnia nikt nie zastawiał pułapek w lesie. Nikt nie powiedział: „wilki to tylko bestie”. Bo każdy na własne oczy przekonał się, że nawet dzikie zwierzę potrafi pamiętać dobro i odwzajemniać je w najmniej oczekiwanym momencie.