Następny poranek rozpoczął się dziwnym hałasem, niczym dreszcz zmieszany z tupotem stóp na śniegu. Ludzie wychodzili z domów oszołomieni, zastanawiając się, kto mógł iść tak wcześnie. Mężczyzna, ten, który uratował wilczycę, nie zdążył jeszcze szczelnie zaciągnąć kurtki, gdy usłyszał krzyk sąsiada:
— O, John, wyjdź! Musisz to zobaczyć!
Otworzył furtkę i zamarł.