Mężczyzna uratował ranną wilczycę i jej młode

Na środku ulicy, tuż przed jego domem, stało pięć wilków. Pięć. Stały w szeregu, milczące, ich futro pokryte było szronem, a przed nimi, ze spokojnym spojrzeniem, stała ta sama wilczyca, którą uratował. Było jasne, że wciąż kuleje, ale jej oczy były jasne.

Wszyscy mieszkańcy wsi się cofnęli, niektórzy zabarykadowali się już w domach, inni trzymali siekiery, widły, cokolwiek mogli. Dzieci patrzyły z przerażeniem zza zasłon.

John z trudem przełknął ślinę. Nikt nigdy nie przypuszczał, że wilki mogą przyjść do wioski. A jednak były. Nie warczały, nie podchodziły bliżej, po prostu stały.

Wszyscy patrzyli na niego, jakby był winny czegoś.

— Co zrobiłeś, John? — zapytał ksiądz, który właśnie wyszedł z podwórza.

Mężczyzna poczuł dreszcz. Podszedł powoli, unosząc dłonie.

— Nie zrobiłem nic złego… Wczoraj w nocy znalazłem wilczycę uwięzioną w drucie. Była bliska śmierci. Wyciągnąłem ją z pułapki, to wszystko.