Mieszkańcy wioski zaczęli szemrać. Niektórzy byli przekonani, że wilki przyszły po jedzenie. Inni myśleli, że bestie szykują się do ataku. Ale rzeczywistość wydawała się inna.
Wilczyca zrobiła krok naprzód. Nie w stronę ludzi, ale w stronę Johna. Usiadła przed nim, a ten gest sprawił, że wszyscy wstrzymali oddech. Jej młode wyszło z szeregu i podeszło do niego łagodnie, skomląc. Rozpoznał go.
Ioan pozostał nieruchomy. Czuł, że jeśli wykona nagły gest, wszystko może pójść na marne. Wilczyca lekko skłoniła głowę, niczym ukłon. Potem odwróciła się i ruszyła w stronę skraju wioski. Pozostałe wilki podążały za nią w milczeniu.
Po kilku sekundach nie pozostał już nic poza ubitym śniegiem, tam gdzie stali.
Ludzie nie wydali ani jednego dźwięku. Nawet dzieci milczały.
— Ioan… — ktoś mruknął z tyłu. — Widziałeś, co zrobili? To było tak… jakby ci dziękowali.