Nie mogłam się z tym pogodzić.
Drzwi wejściowe lekko zaskrzypiały od przeciągów. Odwróciłam się natychmiast, bojąc się, że ktoś wejdzie. W domu panowała cisza, ale ta ciężka cisza, która sprawia, że szepczesz też swoje myśli.
Wtedy usłyszałam zbliżające się kroki Mariany.
Zacisnęłam pięść, trzymając klucze w kieszeni. Byłam gotowa rzucić je na podłogę, uciec do piwnicy, gdziekolwiek, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ale kiedy się pojawiła, szeroko się uśmiechała.
„Gotowa, Sorina? Gotowa?” zapytała zbyt słodkim, zbyt cichym tonem.
Nie czułam już strachu. Czułam gniew. Zimny, ostry gniew, który dodawał mi odwagi.
„Tak” – powiedziałam spokojnie. „Znalazłam wszystko”.