Miałem wracać do domu po pełnej napięcia rodzinnej kolacji

Spojrzała na mnie z ciekawością, która dała mi do zrozumienia, że ​​coś ją martwi. Może to był wyraz mojej twarzy, może nie widziała, że ​​drżę. Zrobiła dwa kroki w moją stronę.

Właśnie wtedy, w oddali, usłyszałam hamowanie samochodu. Żadnej syreny. Żadnego zbędnego hałasu. Policja.

Mama natychmiast wstała z kanapy, jak kobieta, która wie, że ratunek już przybył.

„Sorina, kochanie” – powiedziała głośno, zupełnie innym tonem – „zapomniałaś też o tych ważnych dokumentach. Tych z banku! Lepiej je też zabierz!”.

To był jej sygnał, że wszystko jest gotowe.

Mariana podskoczyła. Wiedziała, że ​​coś jest nie tak.

Próbowała złapać mnie za ramię, ale cofnęłam się o krok, gdy tylko rozległo się głośne pukanie do drzwi.

„Policja. Proszę otworzyć”.

W oczach Mariany widziałam załamanie. Jakby wszystkie jej plany rozsypały się na jej oczach. Otworzyła usta, ale nie wydała ani jednego dźwięku.

Mama krzyknęła: „Zaraz tam będę!”.