Odsunęłam się na bok, a Mariana stała nieruchomo przy drzwiach, niezdolna zareagować.
Kiedy weszli policjanci, wszystko wydarzyło się jak na powtórce.
Jeden z nich mówił uprzejmie, ale stanowczo. Inny poprosił o okazanie samochodu. Wszyscy odeszli, a ja zostałam w domu z matką, drżąc.
Po niecałych dziesięciu minutach ponownie wszedł funkcjonariusz.
„Pani Sorina… ktoś majstrował przy układzie hamulcowym. Intencja jest jasna”.
Rozpłakałam się, ale nie ze strachu. Z ulgi.