„Nie płacz” – powiedział cicho. „Jestem tutaj”.
Z sąsiedniego pokoju dobiegł jęk. Na łóżku leżała chuda kobieta, z twarzą ściągniętą, spaloną gorączką. Ciężko oddychała.
— Mamo… jest chora — wyszeptała dziewczynka. — Dam jej wody. I zaśpiewam jej.
Dumitru poczuł, jak coś pęka mu w piersi. Kobieta miała na stoliku nocnym zmiętą kartkę papieru. Papier z długiem. Drobne kwoty, napisane odręcznie. Niezapłacone leki. Zaległości.
Wyjął telefon i zadzwonił. Nie do władz. Na ratunek.
Wszystko potoczyło się szybko. Sąsiedzi zebrali się przy bramie. Karetka. Pielęgniarka, która długo na niego patrzyła i powiedziała:
— Dobrze zrobiłeś, wchodząc.
Dziewczynka, Ana, nie puściła jego ręki, nawet gdy jej matka była już w karetce.
— Dokąd jedziemy? — zapytała.
Dumitru pochylił się do jej poziomu.
— Tam, gdzie jest ciepło. Tam, gdzie jest światło. I gdzie nie jesteś sama.