Kiedy tam dotarła, usiadła na łóżku i wyjęła szczotkę z walizki. Ścisnęła ją mocno w dłoni i płakała cicho, jak zmęczone dziecko.
Następnego ranka ktoś zapukał do drzwi.
— Elena Moraru? — zapytał znajomy głos.
To był Victor. Bez garnituru. Bez wyrazu silnego mężczyzny. Tylko przestraszony ojciec.
— Myliłem się — powiedział po prostu. Wiem, że to nie wystarczy, ale… Maria nie je, nie śpi, nie mówi. Proszę.
Elena patrzyła na niego długo. Nie ze złością. Ze zmęczeniem.
— Nie wróciłam po pieniądze — powiedziała. I nie po twoją willę.
— Wiem. Dla niej — odpowiedział.