Roberto Mendoza, mężczyzna, który nigdy nie klękał, osunął się obok materaca. Ujął drobną dłoń chłopca i poczuł więź, jakiej nie dorówna żadne konto bankowe. Duma odpłynęła z jego ciała niczym brudna woda.
Tego popołudnia czarny mercedes nie wrócił do zamożnej dzielnicy sam. Na tylnym siedzeniu Maria Elena i mały Diego byli przewożeni do najlepszego szpitala w mieście na bezpośrednie polecenie Roberta.