MILIONER BYŁ SMUTNY: NIKT NIE PAMIĘTAŁ O JEGO URODZINACH... AŻ DO MOMENTU, GDY PRZYBYŁA SPRZĄTACZKA Z...

Poszedł do prywatnego barku, wyjął butelkę 12-letniej szkockiej whisky i nalał sobie wysoką szklankę. Miał pić sam, jak nauczył się robić już wiele razy.
Miał usiąść przed oknem z widokiem na oświetlony ogród i zadać sobie pytanie, które zadawał sobie każdej nocy: po co to wszystko? Ale zanim dotarł do sofy, coś go zatrzymało. Zapach, delikatny, słodki, niemożliwy. Wanilia.
Gustavo zmarszczył brwi. W rezydencji od trzech dni nie było personelu kuchennego, bo dał szefowi kuchni urlop. Mimo to aromat był nie do pomylenia. Biszkopt, wanilia i coś jeszcze… cynamon.
Podążył za zapachem powolnymi, ostrożnymi krokami, niczego nie rozumiejąc. Przeszedł przez marmurowy korytarz, minął galerię, w której wisiały obrazy, których sam nie wybierał.
Zamówił je u dekoratora wnętrz, bo milionerzy powinni posiadać sztukę, i delikatnie pchnął drzwi do kuchni.
To, co zobaczył, zatrzymało go w miejscu. Kuchnia była odmieniona. Na centralnej granitowej wyspie stał domowej roboty tort udekorowany białym lukrem i krzywymi niebieskimi literami, które głosiły: „Wszystkiego najlepszego, Panie Gustavo”.
Obok stały małe talerzyki z brigadeiro, coxinha na tacy i malutkie żółto-niebieskie baloniki przywiązane sznurkiem. Na środku stołu czekała świeczka w kształcie cyfry 48.