Spuściła wzrok, ale na jej ustach zadrżał nieśmiały uśmiech. Było jasne, że nie była przyzwyczajona do takich wizyt.
— Powiedz mi, słucham.
Emil usiadł na drewnianym krześle z łuszczącą się farbą i przez kilka sekund nic nie mówił. Skromna atmosfera, zapach taniej kawy, ciężka cisza — wszystko to uderzyło go prosto w serce.
— Dlaczego nigdy mi pan nie powiedział, że ma pan dziecko? — zapytał w końcu.
Julia zamarła. W tym momencie z małego pokoju na końcu korytarza dobiegło ciche kaszlnięcie i dźwięk zabawki. Emil odwrócił wzrok, a serce mu zamarło.
— Nie chciałam, żeby wiedział — mruknęła cicho. — Bałam się, że jeśli się dowiesz, wyrzucisz mnie.
— Wyrzucę cię? Ale dlaczego?
— Bo czasami nie przychodziłem wcześniej. Bo brałem stare ubrania z kosza na datki. Bo przynosiłem jedzenie do domu… dla niego.
W tym momencie z pokoju wyszedł chłopiec, około sześcioletni, z wielkimi oczami i rozczochranymi włosami. Trzymał w ramionach zepsuty samochodzik i z zaciekawieniem patrzył na mężczyznę w drogim garniturze.
— To Andriej — powiedziała Julia ledwo szeptem.