Emil wstał i podszedł do dziecka.
— Cześć, mistrzu — powiedział z uśmiechem. — Lubisz samochody?
Chłopiec skinął głową. Emil wyjął z kieszeni kluczyk do samochodu i podał mu go.
— Poczekaj. To z mojej ciężarówki, ale dziś jesteś głównym kierowcą.
Andriej roześmiał się, a jego szczery śmiech wypełnił mały dziedziniec. Julia usiadła na skraju krzesła ze łzami w oczach.
— Nigdy nie chciałem litości, panie Emilu. Tylko… móc tulić moje dziecko.
Podszedł i położył jej rękę na ramieniu.
— To nie litość, Julio. To szacunek. Za wszystko, co zrobiłaś, za twoje milczenie, za to, jak samotnie dźwigałaś swój ciężar.
Znów zapadła cisza, ale tym razem ciepła i kojąca. Emil wstał i rozejrzał się dookoła, jakby podejmował ważną decyzję.
— Od dziś nie będziesz już przychodzić do mnie sprzątać. Będziesz pracować w moim biurze. Podwójna pensja. I dobre przedszkole dla Andrieja.